Imielty Ług [25.07]
- Szczegóły
Miłą niespodzianką było pojawienie się Miśka i Pana Janka, którzy przywitali się z nami wylewnie, choć Ozzy trafić z usciśkiem dłoni nie mógł za bardzo, a wszystko za sprawa podstępnych Sowietów
FA na starcie zrezygnowana jakaś, coś ta młodzież pesymistyczna teraz
Chociaż w sumie trudno się dziwić, po takiej porannej traumie, dziewczę myślało, że wojna albo i co! Sen brutalnie przerwany, to i jak miał humor dopisywać. A my takich bez roześmianych buziek na wypady nie bierzemy, więc na wycieczkę załapała się sprytem, że niby to na chwile i zaraz wraca. A odkąd to chwila trwa 9 godzin?Ale dajmy temu spokój, kto był to wie jak było (to ukłon w stronę Piotra, który tutaj relację przestanie czytać, gdyż resztę sobie sam dopowie

Nieznajomość terenu spowodowała, że w sześcioosobowej grupie wyrosło nam 3 przewodników. Kryha teren odczytywał z pamięci, Piotr z wachlarzem map i FA z GPSem. I się jechało wypatrując tajemniczego Don Pedro (przynajmniej ja), aż skończyły się sklepy i zaczął się las. A w nim ryczące dinozaury i złowrogie korzenie. Po lesie się niósł mój krzyk: stoję, idę, cofam się, leżę... jeszcze wówczas nie wiedziałam, co to znaczy leżeć

Lilie jeszcze kwitły, dowód na pewno jest, pomost od X-manów i X-bab stał i cały dla nas. Powypinaliśmy się i pojechaliśmy ku molo, tutaj się miało dziać i nie zawiedli się co poniektórzy. Ileż jedzonka i z jagódkami i ze śliweczkami i z jabłuszkami. O mały włos by się zmarnowało! Ale katastrofy uniknęliśmy i zasłodziliśmy się po wsze czasy. Towarzystwo uradowane, a ja zatrwożona, z mocnym postanowieniem: "nic nie jem od dziś". W tę niedziele poznaliście moje prawdziwe oblicze, mnie kobiety-demolki
Jak już gdzieś wkroczę to ślad po sobie zostawię. Niczemu nie przepuszczę, czy to deska, czy to stojak metalowy.Biesiada nie za długa była, może ploteczek zabrakło, wszak przed sklepikiem w Radomyślu większość nowinek sobie sprzedaliśmy i z "tłumu" padło - odwrót. Nieśmiałym krokiem podeszłam do roweru, czy oby wytrzyma? Ekspert orzekł, iż to gruchot niestabilny jest. Zasiadłam, jak i wszyscy, i w drogę powrotną ruszyliśmy. Zaczęło się od akcji - brzózka potrójna, wielce pożądana. Znaleźli, ale bez korzeni, jak więc rosła? A poza tym Bozia nie tylko mnie pokarała

Potem narodził się pomysł dokrętki, na Zaklików. Jak wodniacy to wodniacy! Niebo doceniło nasze zapędy ku wodzie i po kropelce, po kropelce, a gdy się zorientowało, że nas to rajcuje to dało ile miało w rezerwach. Pytanie, czy o taka wodę nam chodziło? A były sygnały: i czarny kot, kandydat na alkoholika i wspomnienia o zeszłorocznym Baranowie. I po co było krakać? Zmoknięci, czy nie, postój w Radomyślu to mus i zakup loda, na który dzisiaj tylko Piotr się skusił. Skoro tradycji hołduje to niech marznie. My nie zamierzaliśmy, więc szamać musiał w locie, a w zasadzie w jeździe.
Powoli się pogubiliśmy po drodze, ale myślę, że wszyscy dotarli do domów. W pierwszą niedzielę sierpnia mam nadzieję, że usłyszymy "Bałtów wita was, Bałtów wita nas". Plim, plum, uwaga, uwaga, ciekawe czy FA tekst z youtube wrzuci

P.S. Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą, jakie pierwsze słowo w oryginale jest

[dop. FA: czy chodzi o Warsa?
]
